Szlocham

Jeszcze czasami za Tobą szlocham.. Gdzieś w kąciku, w ukryciu.. Jeszcze wydaje mi się, że tam będziesz na mnie czekał, gdy przyjadę.. Zastanawiam się, czy przyjedziesz trzeźwy, mimo, że już tyle minęło odkąd nie piłeś.. Jeszcze tęsknię za Tobą.. Wydaje mi się to nadal nie realne.. Tak strasznie złapałam się tego, że Cię jeszcze zobaczę pomimo iż wiedziałam gdzieś w środku, że jest mała nadzieja.. Nie udało mi się przygotować na to, że odejdziesz.. Nie do końca się z Tobą pożegnałam.. Jeszcze tak gdybym objęła Cię ten ostatni raz.. Robię to, dziadziusiu.. Przytulam się do Ciebie w mojej wyobraźni, bo tęsknię i szlocham jeszcze czasami za Tobą..

Kobiety pracujące.

W któryś dzień jak zaczęłam sprzątanie kuchni po 14 tak skończyłam po 20tej. Nie powiem, byłam przedumna, ale nie wyobrażam sobie, że kobiety w Maroko robią to codziennie, przez całe swoje życie. Dlaczego? Zaraz wyjaśnię różnicę. Otóż, w międzyczasie mój wspaniały facet, zrobił taras, strasznie zmęczony w międzyczasie siadając co ok. 10 min, na ciut dłużej. Wkurzające. Oczywiście wyszło na to, że narobiliśmy się oboje, chociaż on miał roboty na nie więcej niż 40min. Więcej komentować tej części nie będę.
   Kobiety w Maroko. Otóż, pierwsze co pomyślałam, kiedy skończyłam to to, że nie dziwię się, iż one jeśli siedzą w domu to nie pracują – po takim sprzątaniu, plus gotowaniu i dzieciach, też by mi się nie chciało. Co więcej, jeszcze mi się nie zdarzyło tyle posprzątać na raz, i pracować. No, chyba że kiedy miałam urlop i nic innego do roboty. Tak więc dziś zastanawiałam się, jaka różnica jest między pracą a zostaniem kury domowej. Powinno być łatwiej siedzieć sobie w domciu, z dzieciaczkami, bo jeśli masz się namęczyć to przynajmniej możesz potem na to patrzeć, siedząc sobie i popijając kawusię. Już pomijając pieniądze, bo przecież mężczyźni w Maroko zarabiają niby wystarczająco, żeby chociaż prowadzić średnie życie, znalazłam inną różnicę między tymi dwoma „pracami”. Otóż, taki mąż, jak wróci do domu, to raczej będzie chciał masaż stóp, albo coś innego, i nie zauważy Twojej pracy codziennej (dlatego nazywa się codzienna, nawet jeśli to oznacza codzienne zajeżdżanie się). A jeśli masz nawet najwredniejszego szefa, który każe Ci sprzątać gówno to jeśli zrobisz wszystko dobrze, przynajmniej się zamknie. A przy odrobinie szczęścia, pochwali.
   Tak więc podsumowując, kobiety w Maroko, chyba są szczęśliwe. Ale kobiecie takiej jak ja, która wie, co znaczy docenić, a nie tylko poświęcić, byłoby baardzo trudno, zamienić pracę, na siedzenie w domu. Ot, taki mamy wywód.

Ps. W poniedziałek dn. 15 listopada, lecimy z Moim do Wloch. Ot, wakacje. Nie wiem kiedy wróce i nie będę miała co chwile internetu, tak więc proszę o kontakt najlepiej na facebooku, lub NK po przez prywatne wiadomości! Buziakiiii!

Po burzy, zawsze wychodzi słońce.

I tak patrzy czasem na mnie, nie zdając sobie sprawy z tego, jak cała się trzęsę ze strachu.. że to się kiedyś skończy.. A łzy spływają niewidzialną linią po policzku.. Bo przecież ja już nie pamiętam jak wyglądało życie przed Nim. Boję się czasem bać. I tak sobie patrzę na niego jak udaje, że tego nie zauważa, i sobie myślę, o czym On do jasnej cholery myśli?! I nagle ni stąd ni zowąc, mówi, że życie wydaje się łatwe.. Przecież obojemy wiemy, że tak nie jest. Okłamuję się, że nic się nie dzieje.. Boję tak strasznie zapytać, żeby nie usłyszeć potwierdzenia. Czekam.. Zawsze przecież w którymś momencie się ocknie, przybliży i zrobi coś, co sprawi, że rozwieją się wszystkie moje wątpliwości.. Tak zawsze przynajmniej było. I wierzę, że tym razem też przyjdzie..

Ja po prostu potrzebuję odespać te przepracowane nocki, zregenerować się i wróci wszystko do normy. Do mojego pięknego świata. Do mojego Raju.

Perfect world.

   To sa wlasnie idealne momenty. Jest, co jesc, co pic. Jest ON. Sa moi najblizsi, blisko. Jest praca. I nie ma sie o co teraz martwic. To sa wlasnie momenty, ktore chcialoby sie zatrzymac. Zeby tak popsuc wszystkie samoloty na lotniskach, zeby nie mozna bylo tego zmienic. I zeby tak wlasnie zostalo.. Ale nie zostanie. Jest tak teraz i juz. A jutro pomysli sie o jutrze.. I tyle.

   Jedna butelka szampana obrocona przez trzy kobitki. Sa tak przyjemne chwile, ze moze i dobrze, ze zdarzaja sie raz na jakis czas. Bo moze nie docenialibysmy ich tak bardzo. Trzeba tylko jedno naprawic – powtarzac je czesciej niz raz w roku.
   Kocham Was wszystkich, kochane robaczki.. Warto zyc, warto cierpiec, zeby pozniej zaznac szczescie. I to jest wlasnie TO.

L’amore….

A volte, quando vedi q c’lai tutto, ti sembra q manca qualcosa.. E lo sai, il tuo cuore ti dice q c’e tutto q vuoi, q nn ti manca niente.. Ma sei troppo abituato di mancaza, per questo solo ti sembra q manca, perche da vero, vero, vero.. Lo sa il tuo cuore, il tuo cuerpo – lo sai, q c’lai gia tutto nella tua vita.. C’e… l’amore, c’e TUTTO..

Czasami, gdy widzisz, że masz wszystko, wydaje Ci się, że brakuje czegoś.. I wiesz, Twoje serce mówi Ci, że jest wszystko co chcesz, że nie brakuje Ci nic.. Ale jesteś zbyt przyzwyczajony do braku, dlatego tylko wydaje Ci się, że brakuje, bo tak naprawdę, naprawdę, naprawdę.. Wie Twoje serce, wie Twoje ciało – wiesz, że masz już wszystko w swoim życiu.. Jest miłośc, jest WSZYSTKO.

Owl City „Fireflies”

   Dopiero teraz czuję się KOBIETĄ. To jest właściwie jedyne, co chciałam wam napisac. Przy okazji, piosenka którą mam w tytule po prostu zniewalaaaa. Przepiękna, radzę posłuchac. To ona właśnie mnie natchnęła na ową notkę, na którą zbierałam się od jakiegoś czasu.
   Może po krótce jakieś wyjaśnienia, dlaczego tak po prostu nie czuję się już zagubioną dziewczynką, którą byłam zanim tutaj przyjechałam. To troszkę trwało, czas leciał, a ja, nie zwracając na to uwagi, zmieniałam się. Wręcz ośmielę się napisac rozwijałam. Ku dobremu, oczywiście. Jak siebie widzę dziś? W zwiewnej sukieneczce, klapeczkach letnich, z makijażem ciut mocniejszym, z dobraną fryzurką i iskierkami w oczach. A najważniejsze w tym wszystkim, to to, co Simon lubi najbardziej – „ten Twój rozbrajający uśmiech, który gdy widzę, sam zaczynam się śmiac”. Bo to jest ta częśc, która się prawie w ogóle nie zmienia. Lubię ten mój mały świat tutaj. Lubię ten spokój za dnia, nocne życie po zmroku i wyczekiwanie kolejnych cudownych dni. Pracę zmienię, ale zapewne to nie pomoże, bo praca zawsze stresująca i w ogóle szefowie wredni. Ale cała reszta jest po prostu idealna. Perfekta. Mam siebie, widzę siebie, nie zatracę się już.. No, może zdarza mi się zatracac, gdy mnie amore bierze w ramiona. Ale to właśnie jestem ja. Co się chichra cały czas, robiąc sobie żarciki ze znajomymi. Ta, która w domu nosi koszulkę XL, a wieczorami przemienia się (cyt. jedną znajomą, która przed ostatnią imprezą stwierdziła, że wyglądam jak:) „jakaś aktorka z Hollywood”. :D No, można by jeszcze się tych coniektórych pryszcy pozbyc, ale nad tym też popracuje :P

   Przy okazji, gorące pozdrowienia dla Maii, wierzę w Ciebie kochana!! Biust do góry, uśmiech na twarzy i do dzieła!! ;-)

First day in my Life……

   Pani czy tam panie kliencie, czy Pan/i doprawdy wydaje się, że mnie interesuje, iż w innej perfumerii ten perfum jest 50 centów tańszy? Jedź Pan i daj mi spokój! – takie właśnie myśli mam, kiedy przychodzą Ci głupi klienci. Ot, tak na przyszłość dla wszystkich, żeby targowali się jedynie z czarnuchami. Przyjedzie taki niby niemiec z Polski i wydaje mu się, że świat widział, że może się targować. Nawet jakbym mogła to bym takiemu nie opuściła ceny. Foch!
   Z drugiej beczki, oficjalnie zamieszkuję z moim chłopakiem. Mówi brat, jak najdłużej, ja mówię, oby na zawsze! Mój luby wrócił odmieniony, nocne rozmowy z jego bratem zaowocowały w porządek w jego główce, co daje mi odrobinę spokoju. Przynajmniej dopóki spowrotem sobie nie przypomni życia „przed”. Cudowne ponad 24 godziny razem, nic tak nie cieszy jak poważne rozmowy. O wszystkim, o ślubie, o dzieciach, religii i rodzinie. To się nie często zdarza, bo ON nadal ma problemik z rozmową poważną, ale powłoczka odchyla się momentami, więc jak dobrze pójdzie, to się otworzy tak szeroko, żebym tam mogła wskoczyć, nawet ryzykując, że utknę na wieczność. Bardzo mnie cieszy fakt, iż jego rodzina mnie akceptuje. Baaardzo, mam nadzieję ich poznać na przyszły urlop, a może jeszcze w tym roku. Co złego to przecież nie ja!!
   Zło, dobro, zło. Czyli praca, kolejny problem. Podpisałam kontrakt z diabłem, któremu muszę dać wymówienie dwu tygodniowe, a cholerny diabeł może mnie zwolnić z dnia na dzień. Mierda! Dlatego właśnie wybieram się na poszukiwanie czegoś innego, ojala lepiej płatnego. A co mi tam, nabrałam pewności siebie troszeczkę podczas owych dwóch tygodni samotności. W końcu mam całkiem niezłą prezencję, mówię w czterech językach, no i jestem sympatyczna. Doświadczenia jako tako nabrałam, więc mam nadzieję znaleźć coś lepszego i .. Ot, starczy o planach :P Pozdrówka moje różowe świnki!

Un’ emozione per sempre..

   Smutno, bo GO nie ma. Tak dziwnie jakoś, w pierwszych dniach wydawało mi się, że jestem sama tak, jak byłam sama w Polsce, kiedy czekałam na jakiś znak od niego, kiedy czekałam aż wreszcie będziemy razem. Smutno.. chociaż od wczoraj ciut mniej. Ma spokojniejszy głos, bardziej radosny. Myślę, że wróci odmieniony. Już mi powiedział, że ma mi do powiedzenia tyle rzeczy, dobrych rzeczy. Mam nadzieję, że kiedy wróci, będziemy conajmniej tak szczęśliwi jak wcześniej. I oby inne sprawy w Polsce również zaczęły się układać.. Tak mi dopomóż, Boże.. I coś dla S. gdyby przypadkiem tu zajrzał (po włosku kochani, żeby się ciekawscy nie wtrącali, a wam powiem przy okazji;)). Buziaki zmarzluchy!!

„Ti voglio bene non solo per quello che sei, ma per quello che sono io quando sto con te.
Ti voglio bene non solo per quello che hai fatto di te stessa, ma per cio che stai facendo di me.
ti voglio bene
piu di quanto abbiamo fatto qualsiasi destino per rendermi felice.
L’hai fatto senza un tocco, senza una parola, senza un cenno.
L’hai fatto essendo te stessa.
ti aspetto angioletto mio”

Mężczyźni..

  Już Mu wczoraj miałam powiedziec, bo znowu się zachowywał jak obcy, gdy wyszliśmy z przyjaciółmi. W dodatku Jego eks przyszła, witając się ze wszystkimi oprócz mnie, co mnie mówiąc lekko zdenerwowało. Mówiąc krótko, było mi strasznie przykro. Nie czułam nawet złości – tak wielki ogarną mnie smutek. Rzuciłam jedno, drugie.. Poszłam do łazienki, a kiedy wróciłam do łóżka, już miałam mu powiedziec.. że czasem oddala się, mimo, że stoi blisko, że gdy dotykam go ukradkiem, chciałabym tego samego.. Ale On czuje, kiedy nachodzą mnie takie myśli! On już dobrze wie, kiedy nadchodzi wybuch z mojej strony i doskonale wie, jak ten wybuch opanowac. No i skończyło się na tym, że nie wiedziałam, co chciałam powiedziec.. I nie wiem kiedy, usnęłam, a spałam pierwszy raz dobrze od killku dziesiąt nocy.. I wracamy do punktu wyjścia:)