Lot Germanwings

Zawsze nas dotyka tragedia, nawet jeśli nie z pierwszej ręki to oglądając w telewizji cierpienie innych, my również cierpimy. Samolot, który rozbił się w Alpach – wstrząsnął mną i to porządnie. Może i dlatego, że własnie teraz, kiedy mój poziom odporności emocjonalnej spadł drastycznie, po tym, jak się rozchorował dziadek, ciotka.. Tak jak i śmierć mojej teściowej. Z dnia na dzień staramy się iść na przód, chociażby małymi kroczkami. Ale ten wypadek.. Ja sama latam tą trasą. Latam przez te same góry. Ostatnim razem jak wracam z PL, przelatywałam tamtędy. I jak będę lecieć następnym razem też będę nad nimi lecieć.. To straszne, przez co muszą przejść wszystkie te rodziny, których bliscy już nie dolecą do domu.. Kumuluje się. W tym roku postanowiłam podróżować z podręcznym bagażem, ale cały smutek urósł tak bardzo, że już momentami nie wiem gdzie go włożyć. Człowiek myśli, że kolejnego wstrząsu nie przeżyje, ale znajdujesz siłę, kiedy przychodzi moment krytyczny. Ja sama siebie przechodzę. Wiem, że mogę dużo więcej. Muszę być silna i iść do przodu. Być oparciem, którego szukają moi bliscy. Zawsze uważałam, że jeśli coś udajesz, robiąc to z całym swoim sercem i dla swoich kochanych, w końcu sama zaczynasz w to wierzyć. I też tak będzie tym razem. Przetrwamy i wyjdziemy z tego. A potem wyjdzie słońce i będzie czas na radość.