Agachate..

I ja tez tak sie wciagnelam, ze jak sie zatrzymuje na chwilke, wydaje mi sie, jakbym cos tracila.. Czegos mi brakuje.. To takie dziwne uczucie, jak czasami wiesz, ze czegos zapomnialas i nie mozesz dojsc co to bylo. Tak sie czuje. Cos gdzies pominelam, o czyms zapomnialam i teraz nie wiem, jak bardzo bylo to dla mnie wazne. I ide na przod po omacku, szukajac jakis znakow, szczegolow – czegos co moglo by mi to cos przypomniec. I mam ochote wziac caly swiat we wlasne raczki i poukladac wszystko od nowa. Bo ostatnio strasznie duzo sie porozwalalo i nie wiem jeszcze jak to poukladac. I tak brne naprzod, bez zastanowienia. A jak sie zastanawiam to jakos nie znajduje odpowiedzic na moje pytanie. Czego wlasciwie mi brakuje? Otoz wyglada na to, ze kogos bliskiego, przyjaciolki, przyjaciela.. Kogos, komu moglabym sie wyplakac. Komu moglabym wyrzucic wszystko, co mi siedzi na sercu. I ten ktos by mnie zrozumial. I nie ocenial zle calej sytuacji, tak jak to robia moi przyjaciele tutaj. Oni zawsze patrza najpierw na Niego, a potem na mnie.. To pewnie tylko chwilowe zalamanie nerwowe i sie skonczy szybciej niz znajde jakies rozwiazanie, ale jednak czuje potrzebe pisania. Tak jakby cos we mnie krzyczalo, a ja to cos uciszalam caly czas mowiac, ze jestem za bardzo zmeczona lub mi sie nie chce. Teraz trzeba tego potworka we mnie nakarmic. Bo przeciez nie bylo tak zawsze, ze podczas pisania znajdywalam te brakujace puzzle?