Urlop.

   Pobyt w Polsce sie udal. Szybko zlecialo i strasznie intensywnie, przyjechalam zmeczona i strasznie smutna. Ale trzeba powiedziec szczerze – chcialam wrocic. Po raz kolejny utwierdzilam sie, ze TU jest moje miejsce. I chociaz serce mi sie rwalo zegnajac z najblizszymi to wiedzialam, ze tam do niczego takiego jak tutaj bym nie doszla. Nigdy. I chcialabym, tak strasznie, ze az boli – chcialabym miec ich wszystkich tutaj obok mnie. Nie wiedzialam, nie zdawalam sobie sprawy z tego, jak bardzo oddziala na mnie ta pozdroz. Nie przepuszczalam, ze bedzie az tak ciezko. Bedac tutaj nie czuje tego, jak bardzo jestem bezradna w walce z codziennoscia. Ja moja mala bitwe wygralam, ale nie mam wlasciwej broni, aby pomoc wszystkim, ktorzy tego potrzebuja. I to nieprawda, ze czas sie zatrzymal – kiedy mnie nie bylo wszystko szlo na przod i ja tam nie bylam. Nie umiem tego jeszcze poukladac, tyle chcialam powiedziec, tyle wysluchac, porozmawiac.. i braklo czasu na cokolwiek. Moze nastepnym razem przylece sama i lepiej to zaplanuje. Tak mi sie wydawalo, ze wszystko zgralam, ze w koncu okazalo sie, ze nie mialam zielonego pojecia jak to sie robi. No nic, minelo. Mimo wszystko mysle, ze to tylko pierwszy raz jest ciezki, nastepnym razem bede bardziej przygotowana. Buziakiiiiiii