Sprzedając radośc.

Tak więc zaczęłam nową pracę. Tj. takie małe, początkujące biuro z biletami lotniczymi i sprzedarzą wycieczek, np. wędkowanie, skutery wodne czy przejażdżki quadami. Jak na pierwszy dzień poszło całkiem nieźle moim zdaniem. Nic nie sprzedałam, ale było kilku zainteresowanych, których mam nadzieje zobaczyc jeszcze raz przy zakupie jakiejś takiej wycieczki.
   Przy okazji doszłam do pewnego wniosku. Może to jeszcze za wcześnie, żeby to powiedziec, ale doprawdy podoba mi się ta praca. Po pierwsze – swoboda ubioru, makijażu i butów. To są drobiazgi, które sprawiają, że kobieta może poczuc się kobietą. Największe moje odkrycie to jednak co innego. Każdy musi przejśc przez piekło w jakiejś pracy, żeby dotrzec w końcu do pracy stworzonej dla tej osoby. Tak mi się wydaje przynajmniej teraz. Mam nadzieję, że klienci się pojawią, bo przecież od nich zależy jaką wypłatę dostanę. Śmieszy mnie jednak to, że tutaj ludzie gadają, że to nie ma pracy itp. Otóż dla kogoś obrotnego, sprytnego i pragnącego naprawdę pracy to nie problem. Potrafię zrozumiec osoby starsze, czy takie, które nie mogą nauczyc sie języka, ale młodzież? Aż wstyd. Tfuuuu!
   Przesyłam wam moją energię, która aż bije ze środka. Nawet mój kochany zauważył, że jestem w lepszej formie. Mam tak piękny dzień, że mam ochotę uściskac cały świat. Tak więc, kochany Cały Świecie – ściskam Cię mooocnooo!!!

Nicość?

Pewien ktoś zadał mi ostatnio dość trudne pytanie – czy Ty się zabiezpieczasz na przyszłość? I nie chodzi tu o prezerwatywy, czy coś tam. Pytanie dotyczy środków do życia. W tym sensie, zakładamy, że pewnego dnia mój kochany mnie rzuci, czy ja tam go rzucę – że już nie będziemy sami. Czy ja byłabym w stanie sama się utrzymać, poradzić sobie? Otóż dochodzę do wniosku, że tak. Odkładanie pieniędzy na tzw. czarną godzinę niestety nigdy mi nie wychodziło, więc nijako tako pieniędzy nigdy mieć nie będę „na czarno”. Ale jak tak się zastanowić, to przecież nie jest źle. Muszę zaznaczyć, iż jest to tymczasowe, taki tok myślenia dotyczy tylko mnie jednej, w razie gdyby coś takiego zdarzyło się jak już będę miała dzieci, sytuacja napewno diametralnie się zmieni. Na razie widzę siebie dosyć dobrze, dwie ręce, dwie nogi i główka, która pracuje. Nawet jakbym została na lodzie, to wiedza, którą posiadam, dot. choćby języków myślę, iż wystarczyła by mi na początek, żeby znaleźć jakąś pracę. A potem poszłoby już z górki. Tak myśląc nad tym, odkryłam jedną ważną rzecz. A mianowicie, ja w ogóle nie zakładam, że takowe rozstanie miałoby nastąpić. Nie wiem, czy to normalne, czy powinnam myśleć nad tym. Ale jakoś tak no nie chce mi to wejść do mojej główki. Nie potrafię sobie tego wyobrazić. Baa! Nawet jeśli użyję wszelkich sił i powstaje takie coś w mojej głowie to widzę niestety tylko jedno – nicość.
   Tak więc pytanie powinno być, czy ja zakładam, że kiedykolwiek może tak się stać? Otóż nie. A jak przyjdzie moment, kiedy pojawią się dzidziusie to wtedy pomyśli się o jakimś funduszu czy coś. Na razie chwytam co tylko mogę, by cieszyć się tymi krótkimi momentami radości. Podejrzewam, że taka „nicowa” myśl, nie pozwalałaby mi czerpać całego szczęścia, jakie dostaję każdego zwykłego dnia. Tzw. zamartwianie się na zapas, szkodziłoby takiemu związku. Tak jak zawsze szkodziło wszystkiemu, co miałam. Dlatego teraz – tak po prostu żyję. Nawet jeśli na karcie kredytowej już nic nie ma :P