Upadłe anioły.

Już mi lepiej. Chyba. Napiszę dziś coś wesołego. Może opowiem wam troszke o hotelu? Hmm np. wczoraj o 21 przyjeżdża autobus z nowymi klientami i co? Wysiada jeden, daje kupon, a kolega „co to?”. Okazało się, że koleś, wyjechał z lotniska na lewo, a miał pojechać na prawo, 120 km od nas. Hehehe zapłacił 120 euro za taksówke o_O
  Zdarzają się bardzo zabawne sytuacje. Chociaż ostatnio duuużo pada, więc nas sporo zalewa. Tutaj leje, w Japoni tsunami.. jeszcze zobaczymy jak ci japończycy ze swoimi bombami sobie poradzą. Ostatnio sporo się tutaj mówi o końcu świata. Czy się naprawdę zbliża? Widzieliście film „2012″? W nim było pokazane jak się kończy świat poprzez naturę, z którą nie można wygrać. Przykład? Ironia losu, najbardziej przygotowany kraj na trzęsienie ziemi (Japonia). I co? Drugie największe trzęsienie ziemi, które wywołało tsunami. Z tsunami nikt nie wygra.
  Jeszcze coś wam opowiem. Zaczął się niedawno taki fajny serial tutaj w Hiszpanii: „Anioł czy diabeł”. O młodych ludziach, którzy są aniołami. I duża część z nich jest aniołami upadłymi. Lubie takie filmy o mocach nadprzyrodzonych. Czy świat nie byłby łatwiejszy, gdybyśmy mieli takie moce? Cóż, z jednej strony mogłoby być to samo, jedynie co to troche „mocniej”. Tak czy inaczej ja w anioły wierzę. Wierzę, że istnieją osoby, które mogą nam pomóc. Które uśmiechają się do wszystkich, napełniając ich smutne dni radością. Zawsze starałam się postępować, jak taki anioł, i chodź ostatnio zachowywałam się jak taki upadły anioł, to teraz znów nabieram siły. Znów uśmiecham się, patrząc na promyki słońca z przymkniętymi oczami. Chcę znów cieszyć się z najmniejszej rzeczy, która mi się uda, zarażając wszystkich własnym optymizmem.