Wreszcie.

Nie wiem, co się dzieje. Czuję się strasznie zagubiona, bez siły do walki. Zmiana pracy nie okazała się najlepszą podjętą decyzją. Tyle pecha jeszcze nie miałam, odkąd tu przyleciałam. Czy wróciła tzw. karma? Czy teraz, za te piękne długie wakacje, nadszedł czas zapłaty? Ile to jeszcze potrwa? Czuję brak chęci do czegokolwiek. A jeśli mam już na coś ochotę to zaraz zdarza się coś, co mi ją odbiera. Nie rozumiem. Moje dni mówią do mnie w języku, którego jeszcze nie opanowałam. I mówię, mówię tak dużo.. A przynajmniej tak mi się wydaje. Jednak tak jakby mnie nie słychac. Nie przebija się mój głos w tym tłumie. Aż w końcu tracę siłę i poddaję się. Niech mówią inni, już sobie odpuszczam, robiąc swoje. I czuję się, jakbym robiła coś innego, niż chcę w moim życiu. Nie umiem się odnaleźc. Nie umiem znalezc sobie zajęcia, które przyniosło by satysfakcję. Nie umiem odnaleźc Siebie w tym syfie. Złe moce wciąż atakują, a mi coraz częściej ciężko. Muszę wrócic do pisania, wrócic do czegoś, co zawsze przynosiło ulgę. Ten blog znów musi ruszyc, ktoś to musi czytac, pisac, odpowiadac.. Ktoś wreszcie musi usłyszec jak przez zamknięte usta krzyczę. Ktoś musi otworzyc oczy, gdy szturcham nie ruchomą ręką. ktoś wreszcie musi podejsc, pomimo, iż mnie nie widac. I ktoś, i wreszcie. Nieważne jak. Coś wreszcie musi się udac, żeby podniosło to mój optymizm. Póki jeszcze nie zgasł, póki jeszcze słychac go, pomimo całego hałasu. Czy Ty go słyszysz?