Fanatyczki

Notka z dn. 24 listopada 2010

   A więc, jestem sobie we Włoszech. No i zimno troszeczke, no i dobrze oczywiście, bo przecież nie można tak dłużej w tym ciepełku siedzić. Co mnie tu najbardziej denerwuje? Poziom inteligencji włochów. Bożesz ty mój! Ratunkuuuu! Strasznie wolno myślą, albo ja myśle strasznie szybko. Może i troche przesadzam, bo ja zawsze myślałam skrótami, tak też czasem mówię, dlatego często nie można mnie zrozumieć. Ale pracuje nad tym. Pracuję też nad swoimi wybuchami nerwowo wulkanicznymi, które czasem trudno opanować. No, ale wróćmy do włochów. Tak więc wytłumaczyć im, że Mój jest arabem, który wychował się we Włoszech, a teraz mieszka razem ze mną, polką, na jednej z wysp kanarskich – por l’amor de diooo! Czy to jest trudno zrozumieć? Bo mnie się wydaje, że nie. No, ale widoczki za to nadrabiają za tych tępaków. A żebyście widziały dziewczyny! Wszystkieeee ale WSZYSTKIEEE wymalowane, wytapetowane, ubrane od Armaniego, z torebką od Gucci’ego. Mammmmaaa miaaaaa! Ja nie wiem, jakoś ja mam bardzo dużo rzeczy używanych czy nieoryginalnych i jakoś żyje. Ba! Nawet żyję całkiem nieźle. Teraz właśnie jadę sobie pociągiem Inter City, od moich cioteczek do Chiavari, do brata mojego Lubego. Którego jeszcze nie znam, tzn. brata, od mojego lubego, co go znam, gdyby ktoś nie zrozumiałam (hahaha jaka jestem wredna). Tak czy inaczej jadę sobie i jest ślicznee morzeee po lewej, a po prawej góry. Bo to, czego jest najwięcej we Włoszech to makaronów, pizzy, gór i.. fanatyczek.