L’amore….

A volte, quando vedi q c’lai tutto, ti sembra q manca qualcosa.. E lo sai, il tuo cuore ti dice q c’e tutto q vuoi, q nn ti manca niente.. Ma sei troppo abituato di mancaza, per questo solo ti sembra q manca, perche da vero, vero, vero.. Lo sa il tuo cuore, il tuo cuerpo – lo sai, q c’lai gia tutto nella tua vita.. C’e… l’amore, c’e TUTTO..

Czasami, gdy widzisz, że masz wszystko, wydaje Ci się, że brakuje czegoś.. I wiesz, Twoje serce mówi Ci, że jest wszystko co chcesz, że nie brakuje Ci nic.. Ale jesteś zbyt przyzwyczajony do braku, dlatego tylko wydaje Ci się, że brakuje, bo tak naprawdę, naprawdę, naprawdę.. Wie Twoje serce, wie Twoje ciało – wiesz, że masz już wszystko w swoim życiu.. Jest miłośc, jest WSZYSTKO.

Owl City „Fireflies”

   Dopiero teraz czuję się KOBIETĄ. To jest właściwie jedyne, co chciałam wam napisac. Przy okazji, piosenka którą mam w tytule po prostu zniewalaaaa. Przepiękna, radzę posłuchac. To ona właśnie mnie natchnęła na ową notkę, na którą zbierałam się od jakiegoś czasu.
   Może po krótce jakieś wyjaśnienia, dlaczego tak po prostu nie czuję się już zagubioną dziewczynką, którą byłam zanim tutaj przyjechałam. To troszkę trwało, czas leciał, a ja, nie zwracając na to uwagi, zmieniałam się. Wręcz ośmielę się napisac rozwijałam. Ku dobremu, oczywiście. Jak siebie widzę dziś? W zwiewnej sukieneczce, klapeczkach letnich, z makijażem ciut mocniejszym, z dobraną fryzurką i iskierkami w oczach. A najważniejsze w tym wszystkim, to to, co Simon lubi najbardziej – „ten Twój rozbrajający uśmiech, który gdy widzę, sam zaczynam się śmiac”. Bo to jest ta częśc, która się prawie w ogóle nie zmienia. Lubię ten mój mały świat tutaj. Lubię ten spokój za dnia, nocne życie po zmroku i wyczekiwanie kolejnych cudownych dni. Pracę zmienię, ale zapewne to nie pomoże, bo praca zawsze stresująca i w ogóle szefowie wredni. Ale cała reszta jest po prostu idealna. Perfekta. Mam siebie, widzę siebie, nie zatracę się już.. No, może zdarza mi się zatracac, gdy mnie amore bierze w ramiona. Ale to właśnie jestem ja. Co się chichra cały czas, robiąc sobie żarciki ze znajomymi. Ta, która w domu nosi koszulkę XL, a wieczorami przemienia się (cyt. jedną znajomą, która przed ostatnią imprezą stwierdziła, że wyglądam jak:) „jakaś aktorka z Hollywood”. :D No, można by jeszcze się tych coniektórych pryszcy pozbyc, ale nad tym też popracuje :P

   Przy okazji, gorące pozdrowienia dla Maii, wierzę w Ciebie kochana!! Biust do góry, uśmiech na twarzy i do dzieła!! ;-)