Telefon

6 marca 2010……….

   Telefon z wbudowaną kamerką to jednak największy cud świata – bo możesz zrobić zdjęcie gdzie tylko chcesz. I tak, raz na jakiś kopiuję bezpośrednio wszystkie zdjęcia z telefonu na komputer i zostawiam. Aż przychodzi taki moment jak dziś, kiedy przeglądając zawartość laptopa, natrafiam na takowy folder z zrzuconymi zdjęciami z przeróżnych miejsc.
   I nie muszę już wyobrażać sobie moich przyjaciół, mojej rodziny.. Nie muszę szukać, bo już widzę i pamiętam wszystkie te osoby, tysiące chwil, miliony uśmiechów.. Jest tu zdjęcie Oskarka, jak pierwszy raz pojechałam do nich w odwiedziny – mamy tu taki sam kolor oczków, mimo, że genetycznie nie jesteśmy spokrewnieni. Jest tu też Simone, taki, jakiego go zobaczyłam pierwszy raz, taki, w jakim się zakochałam od pierwszej chwili. Jest zdjęcie z jeszcze czasów, gdy mieszkałam sama, kiedy miałam czarne włosy! Jestem ja przy fontannie w nowo uwczesnej otwartej Karolince z Coca-Colą w ręce i niesamowitą nadzieją w oczach, bo już wtedy On był w moim sercu.. Jest Jessi w Conieco, zawstydzona.. Kubuś z Anią.. Kubuś z Simonem.. Kasi z UO z tyłeczkiem wypiętym na zajęciach.. Marcelka z maluszkiem.. Są zdjęcia z jednej z dłuższych przerw na UO.. Tylor Swift w mojej wymarzonej sukni ślubnej.. Bartuś i Emil z chłopakami z Opo.. I jeszcze wiele wiele innych, w których byłam szczęśliwa.
   Ale kopiując te zdjęcia, wiem, zdaję sobie sprawę z tego i jednocześnie mam nadzieję – że zwalniam miejsce na nowe zdjęcia z nowych cudownych momentów z cudownymi ludźmi, których mam szczęście spotykać w moim małym świecie..