Marzenia się spełniają.

   Za dwa tygodnie o tej porzę będę już prawie zamykać walizkę i spędzać ostatnie chwile, wdychając powietrze zatrute dymem, spalinami, słuchając krzyków dzieci, grających na pobliskim boisku.. Jestem u schyłku spełnienia kolejnego marzenia. Tego największego. Ktoś jednak ostatnio powiedział, że samo spełnianie marzeń jest przyjemniejsze, ekscytujące i.. lepsze. Gdy jakieś marzenie staje się rzeczywistością, nie jest już tak piękne. Czemu? Bo przeszliśmy już drogę ku jego spełnieniu, potykaliśmy się i podnosiliśmy, wspinaliśmy i spadaliśmy. To nie prawda, że marzenia są najpiękniejsze. To ich spełnianie, marzenie o nich – dążenie do spełnienia – to wszystko jest o wiele bardziej wartościowym przeżyciem. Stąd właśnie mój smutek. Czy będę umiała być szczęśliwa, jeśli spełnię swoje największe marzenie? Czy będę umiała znów stworzyć własną fantazję – lepszą od rzeczywistości – do której będę dążyć? A może nauczę się żyć w monotonii, żyjąc dosłownie marzeniami, a raczej tym, że je spełniłam. Oczywiście, że nadal pozostają w mojej głowie marzenia, których jeszcze nie zrealizowałam. Ale jak wiadomo, czasem trzeba zamknąć niektóre drzwi, by spełnić najważniejsze marzenie. Zamykając drogę do tych właśnie marzeń, których nie mogę spełnić, wybierając spełnienie tego marzenia, zostawiam sobie jedno – dwa marzenia, które i tak się mogą spełnić, ale za parę lat dopiero. Czy na tą chwilę, gdy wyląduje mój ostatni samolot na wyspie – czy będę wciąż tą samą osobą? Czy owe spełnienie tego marzenia okaże się naprawdę takie proste? Teraz tak kombinuję w główce, że może niech lepiej pokażą się jakieś komplikacje jak już tam będę, żebym jednak mogła walczyć o to marzenie. Niech zostanie mi jeszcze trochę czasu na nowe marzenia. Aby doskonalić siebie i własne fantazje. Głupie? Nie jeśli dojdziecie do takiego samego momentu. A kiedyś nadejdzie taki dzień, gdy spełnią się największe marzenia i trzeba będzie zmienić swoją wizję, znów ją naprawiać w wyobraźni, by nadal mieć sens w życiu. Bo moim sensem w życiu jest właśnie marzenie. Bo dzięki marzeniom, jestem tym, kim jestem. Bo jestem sobą.

Zaklęta ja naiwna..

„Zaklęci”

Jak zaklęci w skorupy
swoich największych uprzedzeń
mijamy się..

Gdzieś pomiędzy niebem
a jego ciemną stroną
czekając na rozkosz..

Której nie będzie
bo jak pies z kotem
z nienawiści..

Kochamy się od lat
choć żadno z nas
przyznać się do tego nie chce..

„Naiwna”

Uzależniona od naiwności..
Pochłonięta nią doszczętnie..

I choć walczę z nią codziennie..
Wraca.. Jak ptaki znad morza..

Cierpiąc, umieram ze szczęścia..
Przez łzy niezadowolenia, śmieję się..

Moja bezgraniczna naiwność..

[Anastazja..]

Ironia losu.

Pobrane z: www.podgórkę.pl

Ironia losu – ktoś coś komuś, ale tylko na chwile, bo za chwile, dla kogoś innego, tak, że ktoś inny też na chwile, bo za chwile już Ci nie powie, że z tamtym kimś na dłużej.

Ironia losu (2) – jak ktoś komuś akurat wtedy, gdy ten ktoś przyjmie to dwa razy gorzej niż w inne dni danego miesiąca.

Ps. Zbyt łatwo poszło, i teraz, gdy już tak blisko, muszą nastąpić komplikacje. Ot, ironia losu.