Tss..

Za dużo w tym wszystkim zbiegów okoliczności, przypadków, za dużo wydarzeń w jednym dniu. Za dużo pustych dni, za dużo tych zawalonych od emocji. Skąd to się wszystko bierze? Czy wszechświat został właśnie tak zaprojektowany?

Kupiłam bilety: 14-16.06.2009.
Wyspa tuż tuż. Czujesz to, bejbe?!

……………………………

Zmieniam podpis na „Ana”.
Nowych blogów: 1. Wspólny z Slash:
www.ani-mru-mru-nikomu.blog.pl

A może zmienię szablon, co?

Jeden uśmiech.

To prawda, że wielu żyjących nie zasługuje na życie, a wiele umarłych nie zasłużyło na śmierc. Ale moim zdaniem otrzymujemy takie cierpienie, jakie jesteśmy w stanie unieśc. Trzeba tylko w to uwierzyc i się nie poddawac. Wiadomo, śmierc bliskich nie jest czymś łatwym do zniesienia, ale fakt, iż zostaliśmy na tym świecie oznacza, że nasze życie idzie dalej. I tak samo będzie jak my umrzemy – przecież świat się nie zatrzyma. Przykład – byłam na święta u ciotek, ale ich życie nie zatrzymało się, bo wróciłam do Polski. Ani moich bliskich nie zatrzymało się na te pare dni, gdy mnie tu nie było. Gdy jesteśmy gdzieś daleko, możemy nie zdawac sobie sprawy z tego, że ktoś tutaj właśnie przeżywa coś wspaniałego, albo jej/jego życie diametralnie się zmienia. Ktoś się właśnie teraz zakochuje, ktoś komuś łamie serce, ktoś umiera, a ktoś rodzi właśnie dziecko.. Mamy tok myślenia, ale doprawdy przecież nie mamy świadomości ile naszych myśli jest w naszej głowie w jednej sekundzie. Czujemy się źle, smutno, ale jak zatrzymamy ten potok, może się okazac, że gdzieś w innej szczelinie naszej głowy znajduje się przyjamna myśl. I jak ją znajdziemy, nasz humor zmieni się. Może nawet uśmiechnie się ktoś do kogoś, a temu komuś ten uśmiech rozświetli dzień. Dlatego nie żałujmy uśmiechów, któregoś dnia nie będziemy mogli już nimi nikogo obdarowac, oprócz paru zdjęc, do których będzie można wracac, gdy nas już nie będzie..

Jeden uśmiech.

To prawda, że wielu żyjących nie zasługuje na życie, a wiele umarłych nie zasłużyło na śmierc. Ale moim zdaniem otrzymujemy takie cierpienie, jakie jesteśmy w stanie unieśc. Trzeba tylko w to uwierzyc i się nie poddawac. Wiadomo, śmierc bliskich nie jest czymś łatwym do zniesienia, ale fakt, iż zostaliśmy na tym świecie oznacza, że nasze życie idzie dalej. I tak samo będzie jak my umrzemy – przecież świat się nie zatrzyma. Przykład – byłam na święta u ciotek, ale ich życie nie zatrzymało się, bo wróciłam do Polski. Ani moich bliskich nie zatrzymało się na te pare dni, gdy mnie tu nie było. Gdy jesteśmy gdzieś daleko, możemy nie zdawac sobie sprawy z tego, że ktoś tutaj właśnie przeżywa coś wspaniałego, albo jej/jego życie diametralnie się zmienia. Ktoś się właśnie teraz zakochuje, ktoś komuś łamie serce, ktoś umiera, a ktoś rodzi właśnie dziecko.. Mamy tok myślenia, ale doprawdy przecież nie mamy świadomości ile naszych myśli jest w naszej głowie w jednej sekundzie. Czujemy się źle, smutno, ale jak zatrzymamy ten potok, może się okazac, że gdzieś w innej szczelinie naszej głowy znajduje się przyjamna myśl. I jak ją znajdziemy, nasz humor zmieni się. Może nawet uśmiechnie się ktoś do kogoś, a temu komuś ten uśmiech rozświetli dzień. Dlatego nie żałujmy uśmiechów, któregoś dnia nie będziemy mogli już nimi nikogo obdarowac, oprócz paru zdjęc, do których będzie można wracac, gdy nas już nie będzie..

Sono un grande falso mentre fingo l’allegria..

Jakbym tak popatrzyła teraz na siebie, z perspektywy kilku lat wstecz, i pominęła sprawy sercowe i wszystkie plany, powiedziałabym, że jestem szczęśliwa. Patrzę za okno, na piękne zielone pole, otoczone lasem, wdycham ciepły powiew wiosny, a na górze śpi mały brzdąc, którego uwielbiam, a od którego mogę odpocząć, bo to moja praca. Miłe uczucie, bez obowiązków, zobowiązań i oczekiwań. Ale lata mijają, i patrzę na siebie teraz i tu, w lustro.. Oczywiście wszystkiego nie dostrzegam, jakiś rozmazany obraz przed oczami, zarys jakiegoś życia. I gdyby nie tłoczące się pytania w głowie o przyszłość, i o miłość, mogłabym tu zostać. Nie tylko w tym miejscu, ale też w tym momencie swojego życia. Zwolinić. I życie stałoby się łatwe, prawie beztroskie.. Jednak wiem, że miałabym do siebie pretensje, że ominęło mnie coś ważnego w życiu. Nie chcę biec w poszukiwaniu tego czegoś, co mi tak bardzo brakuje. Ale nie chcę też o tym zapominać, bo to najprawdopodobniej najpiękniejsze w moim życiu. I nie chcę tego przegapić. Cieszę się ze wszystkiego, co mam i nie chcę tego stracić, ale żeby znaleźć to, czego mi brak najbardziej, muszę to zaryzykować. Bo przecież po każdym upadku można wstać, i budować jeszcze raz wszystko od nowa, nieprawdaż?

Ot, pare słów.

No tak, więc się zdecydowałam. Ale czy to podjęta decyzja pod wpływem wyrzutów sumienia? Nie było mnie przy Nim, gdy mnie potrzebował, gdy zmarł jego brat. Ostatnio nie jest już taka sielanka jak była wcześniej. Wiadomo, czas leci i chwile uciekają. I wiem, że nastaną nowe, może nawet lepsze, ale żal mi tych, które uciekły na zawsze. Czasem wracam do nich wspomnieniami, widzę Jego uśmiech i to spojrzenie przeszywające każdy milimetr mojego ciała. Wtedy patrzył na mnie, ale widział moją duszę i otwarte serce. Potrafię użyć co najmniej sto słów, by wyrazić swoje uczucia, ale wystarczy jedno jego spojrzenie i wszystkie te słowa tracą swoją wartość. Nie wiem, nie umiem nic więcej napisać. Brakuje mi racjonalnego myślenia. Brakuje mi optymistycznego patrzenia na podjęte decyzje. Brakuje mi samej siebie, tej, do której nie docierało, że jest to irracjonalne, że się nie uda. Wiem, że się uda. Ale czegoś jakby brakowało, sama nie wiem czego.. A może to tylko ten czas, który zwalnia im bliżej wyjazdu? Spróbuję trochę odetchnąć we Włoszech, może plaża mi dobrze zrobi. Zobaczymy. Pozdrowienia dla właścicielki bloga z talizmanem..;)