I Hate This Part

Tak właściwie, odkąd pojechał, moje życie niby próbuje wrócić do porządku, ale cały czas, wydarza się coś, co temu przeszkadza. Teraz znowu, już się znów czas rozpędzał, ale się musiał zatrzymać, bo się rozchorowałam. Pisząc, już się rozpędzał, mam na myśli to, że wracało wszystko do starego rytmu od poniedziałku. A we wtorek, żeby zabawnie było, odwiedziło mnie pogotowie i pan doktor stwierdził grypę jelitową. Skubaniec, tak skromnie brzmi, a rozpieprzyło mi organizm, że jeszcze do siebie nie doszłam. No i do końca tygodnia w łóżku. Ja oczywiście już w czwartek dostawałam klaustrofobii, i musiałam po domu łazić, co skończyło się zawrotami głowy. Ale one też z oczu, bo okularów nie mam, ale już za tydzień do okulisty, więc gogle będą jak się patrzy (hahahaha, to jest ironia!).

Hmm, coś bym jeszcze napisała, żeby was wciągnąć w to czytanie, tych bzdur. Ale niestety ilość komentarzy niemobilizuje. Oczywiście, że piszę go dla siebie, w sensie tego bloga, ale publiczność to jednak publiczność (oczywiście wspaniała Jess i Grunto – dzięki Robaki). Miałam dzisiaj dziwny sen – swoją drogą, ja i dziwny sen to jak ja i jedzenie, czyli coś normalnego – tak więc śniło mi się, że przypadkiem ktoś podpalił cały szereg bloków, w tym z moją Marcelinką i Oskarkiem, więc poszłam po nich, w sensie w tym śnie, i spakowaliśmy najważniejsze rzeczy, bo paliło się powoli i mieliśmy na to czas, i uciekliśmy. Potem jeszcze jakaś jazda samochodem przez most mi się śniła. I kolejne dziecko, ale dzieci często mi się śnią i zawsze oznaczają problemy, bo one zawsze są – w sensie dzieci we śnie i problemy w rzeczywistości. Tak się w sumie staram wam rozpisać, żeby w miarę chwytliwa i łatwa notka wyszła.

تأخذ هذه التجربة!