10 przykazań (załamanej)dwudziestolatki.

1. Pogodzić się z życiem.
2. Powtarzać sobie, że czas to naprawi.
3. Zająć się sprzątaniem.
4. Zająć się pracą.
5. Zająć się wszystkim czym się da.
6. W przypadku braku snu, śnić na jawie wspomnieniami.
7. Uczyć się jak najwięcej, w tym języka obcego.
8. Żyć tak, jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie.
9. Nie wiązać więcej supełków znajomości.
10. Zakończyć wszystko jak najszybciej i wrócić.

Ps. Wróciłam. Szczęśliwa? Nie. Jak wróce na wyspe to będę szczęśliwa. Chwilowo mam zamiar zakończyć wszystko co tu zaczęłam. I tyle na temat.

Fuerteventura

Lecąc tutaj, nie zdawałam sobie sprawy z faktu, że lecę na wyspę. Teoretycznie niewidać różnicy, ale jak samolot podchodzi do lądowania, a ja wciąż nie widziałam lądu tylko sam ocean (ocean! nie jakieś tam jeziorko), zdałam sobie sprawe jakie to ograniczające. Mimo, że wyspa jest dosyć duża, nie jest tak, że widać jeden i drugi koniec jednocześnie, to jednak ogarnęła mnie chęć ucieczki, bo poczułam się uwięziona na tej wyspie. Nie tylko z powodu geograficznego, ale jeszcze jednego – nie miałam biletu powrotnego, a taka świadomość wcale nie pomagała. I przez pare kilka dni, dusiłam się troszeczkę takimi myślami. Ale gdy pierwszy raz moje stopy zetknęły się z oceanem, ogarnęło mnie uczucie lekkości. Wszechświat, który tak szybko biegnie, nagle zatrzymał się i uśmiechnął. Tylko po to, żebym zdała sobie sprawe z tego pięknego miejsca, w jakim się znalazłam. Mimo, że wciąż mam napady klaustrofobiczne w postaci zdenerwowania i duszności, od dwóch nocy w snach latam (i pływam, pomimo, że nie umiem:P). W dzień, nie, żebym przeżywała jakieś specjalnie przyjemne wzloty emocjonalne, więc w sumie nie wiem, czemu akurat tutaj mogę latać. Może to podświadomość daje mi poczucie, że nie muszę się bać wyspy, że wyspa może być moim schronieniem, że mogę z niej odlecieć, kiedy będę chciała. A jeszcze ktoś, póki co, daje mi poczucie, że mogę tu jeszcze wrócić. I tym dwóm osobom dziękuję za to;** a przy okazji, jeśli mój zapracowany braciszek przeczyta wreszcie notkę to jestem z Tobą braciszku – w przyszłym roku zabieram Cię na siłę! I nie ma, że boli – bo nie musi:) Kocham Cię Przemusiu;**
Ps. Wiem, że spodziewaliście się innej notki, ale niestety – to wszystko, co mam w tej chwili do powiedzenia…. No i dobra, pozdro for everyone z Wysp Kanaryjskich:))