Udane randki – czyli jak dotrzeć do tej trzeciej (randki – przyp. autora) ?

Pierwsza randka.

Znalazłeś/łaś kogoś ciekawego? Internet, pub, szkoła, ulubione miejsce, gdzie biegasz.. Obojętnie gdzie, kiedy.. Kilka miłych słów, gra wzroku, skojarzeń i najważniejsze – uśmiech wart pierwszej randki. Numer telefonu, miłe smsy, aż w końcu „co robisz dziś wieczorem?”. Oczywiście ona spędza kilka godzin nad doborem kreacji, makijażu, fryzury, kiedy on, zastanawia się gdzie pójdą – jednakże po kilku minutach postanawia postawić na improwizację, więc nie marnuje dalej czasu i wpada znów w wir pracy. Aż w końcu – pierwsza randka. Zdenerwowanie, spięcie, głupia gadka o pogodzie. W końcu – później lub wcześniej, choć czasem zbyt późno – któreś podłapuje ciekawy temat i zaczyna się najważniejszy punkt wieczoru. Jedzą, gadają, piją.. Potem on odprowadza ją do domu, ona dziękuję. I co dalej? Kwestia moralna. Albo ona dostanie buziaka w policzek, albo miłego smsa na dobranoc. Czasem zdarza się, że ona zaprosi go do siebie, ale jak wiadomo – i to nie jest kwestia „zdobywania” czy „łatwości” – skończy się to miłym wspomnieniem dobrego (tylko) sexu. Następnego dnia minie chwila, zanim przypomną sobie wczorajszy wieczór. A kiedy przypomną..

Księżniczki i Książęta XXI wieku.

Czyli ludzie, którym nadal wydaje się, że świat kręci się właśnie wokół nich, a przecież dawno już ktoś tam udowodnił, że świat się kręci wokół słońca. Więc skąd taki pomysł? Dziwi mnie to. Jakby nagle miało się okazać, że to, co myślą, jest prawdą, czyli, że żyjemy tylko dla tych „książąt”. Helllllo?! What’s going on? Przecież ja też sikam, jem i pierdze. Dlaczego niby te osoby się wyróżniają? Okej, rozumiem, indywisualizm, każdy z nas jest inny itd. Ale gdzie w tym jest powiedziane, że jedni są ważniejsi niż drudzy? Albo to:”moja praca jest ważniejsza od Twojej lub/i mam ważniejsze rzeczy do zrobienia”. Paranoja jakaś. Tolerancja mnie tylko ratuje w takich chwilach „słabości”, bo w końcu każdy ma jakiś sposób na życie. Jaki on by nie był, niech sobie będzie.

I jeszcze coś – wkurza mnie już ta sesja!! Ale myśl, że będę miała ferie i – UWAGA – wolny weekend uspakaja i napawa optymizmem:)