Chi cerca, Trova.CZYLIRadzę sobie!

Podobno człowiek nie czuje jak umiera. Opierając się o tą teorię i obecnie nic nie czując, mogę założyć, że umieram. Nie wiem tylko jeszcze, w jakim znaczeniu. Częściowo dosłownie, z tęsknoty za mamą, bratem, ojczulkiem (R.). Metaforycznie też, bo jakaś część mnie umiera, a na jej miejsce na razie mamy kilka kandydujących kawałków.
Tak więc umieram sobie i to coraz ciszej, coraz głośniej śmiejąc się. W niektórych takich momentach czuję się nawet dobrze, na chwilę udaje mi się złapać sens tego wszystkiego. Oszukując siebie, że jest dobrze. Ale czy aby na pewno oszukuję? Może wychodzę z tego umierania, ale jest jeszcze za wcześnie, żebym to zauważyła? Może właśnie teraz, gdy myślę, że umieram, zaczynam zaciągać się życiem? I dochodząc do setna – przez nieszczęście jestem szczęśliwa? Tak więc dopiero tu, na końcu tych rozważań, popieram samą siebie. Bo czymże jest szczęście, skoro nie zna się nieszczęścia? De facto niczym, co można docenić nim się to straci.

Tak więc chwilami u szczytu, chwilami na dole, ale zawsze na przód. Żeby się któregoś dnia nie zatrzymać z zapytaniem po co to wszystko. Bo cel w życiu jest, teraz go zdobyć. Pozdro dla wszystkich:) i buzi dla mojej kochanej rodzinki, która tak na prawde jako nieliczni wspiera mnie we wszystkim..

A czas zapieprza….

„Aniele!
Nie umieraj…..
Nie nauczyłeś mnie jeszcze latać…..
….z zamkniętymi oczyma….

Kiedy wołam w niebo…..
……słyszę tylko ciszę.
Bo mój anioł stróż…..
….został zwolniony za samogwałt.”

[poe emilia]

Więcej własnej inwencji następnym razem;) Życie w Opo leci bardzo szybko i nie mam czasu się martwić, elo:P
Tak Chipi, wygrałaś:*:*