Sądny dzień.

Tkwię w epicentrum dorosłości, dokopując się do jej najciemniejszej strony. I tak i tkwię pomiędzy jednym a drugim problemem, walcząc z nimi nawzajem. I walczę bronią najcięższą i najbardziej skuteczną, zwaną obojętnością. W centrum napływającej szarej prawdy, zakładam na uszy słuchawki, a pogłaśniając znane i przyjazne mi dźwięki protestuję…..no właśnie, przeciwko czemu? Do końca nie wiedząc z czym walczę. Ale ta nadzwyczajna obojętność daje mi poczucie, że jeszcze jedną ręką kurczowo trzymam dziecinną beztroskę, choć tkwię już po pas w morzu dorastającej rzeczywistości….

Zmiana szablonu na obcy. Bo tak:P Jak już wspominałam, lecę do Włoch. I to właśnie w ten piątek. Wy będziecie wstawać, a ja już będę popijała kawkę w ciepłych krajach < cieszę się > Postaram się wam coś napisać stamtąd, ale nie wiem czy mój kalendarz to przewiduje;) Wracam 8 kwietnia, ale dopiero po świętach jestem dostępna (na gg raczej też mnie nie będzie, kom. mam nie aktywną we Włoszech więc nie trudzić się z pisaniem). Uwielbiam was, gumisie, a szczególne cztery podrawiam – mamcię, Kasiulkę, Jarka, i oczywiście ciebie, Kotek:*

Zmiany nie tylko w okresie dojrzewania!

Nasza generacja mknie wciąż w górę – albo zwyczajnie spada w dół. Jak kto woli. Na jedno wychodzi. Ludzie? To takie istotki zaprogramowane przez czynniki z najbliższego środowiska. Czynniki? To, co na nas najbardziej wpływa. Bo to, co nie ma na nas wpływu, tak na prawdę się nie liczy. Dziwadło? Bo kto powiedział, że człowiek normalny to ten, o którym mówi, że jest człowiekiem normalnym. Stos nie opisanych myśli, brakujących słów i lawina niedopowiedzeń. O taak, to potrafimy najlepiej. A czego nie potrafimy? Otóż kochać. Bo kochać to nie znaczy chodzić razem do barów, czy na imprezki. Nie kochasz wtedy, gdy mówisz „w chuj się w Tobie zajebałem”. Ale prawdziwe uczucia nie interesują większości. Bo większość jest wygodna. A miłość prawdziwa wcale nie jest wygodna. Skąd wiem? Bo też jestem wygodna. I leniwa (jakby kto nie wiedział:P). Ale ta leniwość ostatnio się przydaje. Bo po co się pchać i rozpychać tam, gdzie brak już miejsca? Skoro miłość sama przyjdzie – nieproszona, nie chciała i w najmniej spodziewanym momencie. I nie dlatego że poeci tak piszą. Dlatego, że ludzie normalni nie są wcale normalni, dziwadła niekoniecznie są dziwadłami, a miłość….. to już pojęcie względne.

Ps. Nowa część mnie, jak coniektórzy zauważają. I nie chodzi o to, że cała taka jestem. Bo cała jestem bardzo rozbudowana. Do takiego stopnia, że, cholera, nie zawsze sama się w sobie rozumiem. O! :)

Miłość czyli czyste szaleństwo:)

Banalnie, ale na temat. Miłość. Bo czym stał się mój blog bez niej? Stał się już nie mój. Dzięki wam uświadomiłam to sobie. Ale czy w pore? Wciąż czuję strach, że coś przeoczyłam, że nie dopuściłam do siebie czegoś, czego przecież tak długo szukałam. Ale pojawiła się nadzieja. To jednak coś niesamowitego.. Wracając do pierwotnego tematu tej notki – Miłość…..jest jak róża. Piękna, z kolcami i w pewnym momencie upada, nie podlewana, zaniedbywana. Zasuszona pozostaje na wieczność, ale wszyscy jednak wolą, by zwiędła – by najpierw przeżyć okres rozkwitu, światła reflektoru. Co ja wole? Mnie na prawdę nie jest źle samej. Żyjąc z dnia na dzień, z zaplanowanym życiem.. I nagle zjawia się ktoś, kto mi to odbiera. A ja głupia, pretensji o to nawet nie mam. Czy to kolejne złudzenie? Czy los znów wystawia moją siłę na próbę? Czy już nie za dużo tych zmagań? Czy nie mogę się na chwilke wyłączyć….? Czy to jest Moja Droga? Czy tylko mi się wszystko śni….i obudzę się zalana potem, trzęsąc się, że to przecież mogło się zdażyć? Gdzieś coś na pewno zgubiłam. Pytanie tylko czy wiem, jak to odzyskać. Czym jednak byłoby życie bez ryzyka? Przecież i tak czeka nas banalny koniec, więc nie ma co się zastanawiać. Dlatego poddaję się temu. Co to? Czyste szaleństwo:)