Anastazja w Hogward’zie, cz.3

Najpierw sprawy organizacyjne. Po pierwsze – to nie jest opowieść o Harrym Potterze!! Jaki jest tytuł? No właśnie, Anastazja w Hogward’zie, zapamiętajcie to sobie;) Po drugie – macie jakieś pomysły na ciąg dalszy? – piszcie! Bardzo chętnie poczytam, może mi się coś spodoba, albo chociaż natchnie mnie na napisanie kolejnej części:) I jeszcze chcę zaprosić wszystkich do przeczytania mojego opowiadania na tej stronce, ale oczywiście tam jest już dużo więcej części;) A teraz nie trzymam was w niepewności i zapraszam do czytania!

Gdy wróciła do pokoju Hermiona jeszcze spała. Postanowiła wziąć prysznic, zanim koleżanka wstanie. Dobrze, że współlokatorka udostępniła jej swoje ubrania, bo nie miałaby co na siebie włożyć. Jak się jednak okazało, gdy Hermiona wstała, Ana miała ubrać mundurek, który przysłali jej późnym wieczorem. Dziewczynie podobało się ubranko i czuła się w nim bardzo dobrze. „Teraz przynajmniej nie będę się tak bardzo różniła od pozostałych” pomyślała. Na śniadaniu dyrektor przywitał oficjalnie Anę i poprosił, aby po posiłku zjawiła się w jego gabinecie. Dziewczyna poczuła skurcz w żołądku. Zastanawiała się, czy wraca, czy zostaje. Jak się jednak później okazało, nie trafiła tu przypadkiem. Wysoki sąd specjalnie ją tutaj umieścił, gdyż w jej żyłach płynęła pół krew magików. A ponieważ jej rodzice o niczym nie wiedzieli, (i nie mogli się dowiedzieć) dziewczynę bez pytania „porwano”. Oczywiście wymyślono jakąś ściemę (znów epokowe słownictwo :P – przyp. autora), aby opiekunowi się nie martwili. Dlaczego nikt z jej rodziny nic nie wiedział? O to nawet nie zapytała. Od dzieciństwa „rodzice” nie ukrywali, że jest adoptowana. Dlatego właśnie została przydzielona do komnaty Hermiony, podobno tam miała trafić już miesiąc wcześniej, ale zaszły jakieś nie spodziewane okoliczności i wyszło jak wyszło. Tak więc Anastazję zaraz zaprowadzono na zajęcia czarnej magii. Na początku czuła się nie swojo. Jednak nie trwało to długo. Już podczas obiadu śmiała się, rozmawiała i zachowywała, jakby była u siebie. Po południu miała jednak misję do spełnienia. Misję pt. „Oddać kocyk Tommy’emu”. Tak więc ubrała się cieplej niż wczoraj i poszła dróżką wskazaną dzień wcześniej przez nowego przyjaciela. Gdy weszła w niebezpieczną już ścieżkę, zaczęła się troszkę bać. Jednak nie potrzebnie jak się okazało, bo zaraz ujrzała Tommy’ego. Zaszła go od tyłu i zakryła oczy. On jednak od razu wiedział, że to ona. No w końcu nie miał zbyt wielu przyjaciół…. Bardzo ucieszył się na widok dziewczyny i z radości aż ją uściskał. Troszkę zdezorientowana Anastazja nie wiedziała co zrobić, ale po chwili chłopak wziął ją za rękę i powiedział, że chce pokazać jej magiczne miejsce. Jego ulubione miejsce…. CDN:)

Something a little…

Znów natchnęło mnie czytanie pewnych treści, ale postaram się skrócić to wszystko, o czym właśnie myślę. Część z was czytała notkę Werwolfika, więc wiecie ocb. A konkretnie uzmysłowiłam sobie, że zima jest bardzo samotną porą roku. Dlaczego? Bo nie towarzyszą nam kolorowe kwiaty czy liście, jak wiosną i jesienią, albo ciepłe promyki letniego słońca. Co prawda otaczają nas przyjazne płatki śniegu, ale fakt jest taki, że o tej porze roku potrzebny jest ktoś drugi – istotka, przy której nie odczujemy temperatury tego śniegu i mrozu. Nawet spacerki sam na sam nie są teraz tak przyjemne jak w letni wieczór. A jednak należę do osób, które mają mnóstwo pomysłów, ale jak to powiedział pan W. – brak ziomków do ich realizacji. Nasuwa się więc pytanie – z kim spędzać czas o tej porze roku? Odpowiedzcie sobie sami na to pytanie, ale nie mówcie głośno, by tak zwani najbliżsi przyjaciele się nie obrazili (zakładam że część z was odpowie tak, jak ja, czyli z zapomnianymi przyjaciółmi, których dawno nie widzieliśmy, a którzy chętnie przyjmą zaproszenie na kubek ciepłej herbatki;)). Kończąc ten wywód dodam tylko, że jeśli w którymś momencie poczujecie przypływ energii, a zabraknie „ziomków” – znacie moje namiary:) Podziękowania również dla pana W. za natchnienie (?) i sorry, że znów stało się to „przez Ciebie” :P

Z innej bajki….

Napiszę jeszcze tylko, że bardzo dziękuję za wszystkie komentarze. Jeśli macie jakieś pomysły na dalszy ciąg – napiszcie, propozycje mile widziane:) Nowa część powinna się ukazać jeszcze w tym tygodniu….

Anastazja w Hogward’zie, cz.2

Oczywiście zapomniałam skopiować text nim go dodałam i cały się usunął, przez jednego takiego, któremu trzeba tłumaczyć wszystko z osobna:/ Tak więc będę się streszczać, bo za holere nie chce mi się tego znów pisać. Najpierw kilka informacji co do waszych (niektórych) komentarzy. Niezmieniam historii książki, to tylko jakby nowa część, przecież w Hogward’zie Anastazji jeszcze nie było:P Nie dopowiadać sobie zakończeń – jak już raz napisałam – czy macie mnie za prostą istotkę ziemską?:P Przecież ja jestem zdolna bestia, nie dam się wmanewrować w pobudke;P Następne obiekcje sobie odpuśćcie i zwyczajnie oceńcie treść opowiadania. A teraz to, na co czekają Tygryski:P

Anastazji bardzo podobało się w Hograd’zie, miała przyjemność zobaczyć tak magiczne rzeczy i zjawiska, o jakich nawet nie śniła w swoim życiu. Hermiona bardzo polubiła nową koleżankę, pokazała jej swoje ulubione miejsca i zabrała „na jabłonie”, czyli tam, gdzie kończy się bezpieczne miejsce i mała dróżka prowadzi do lasu. Na kolację poszły oczywiście razem. I oczywiście zjawił się sławny Harry Potter. Na żywo wyglądał jeszcze ładniej i bardziej uroczo niż w filmie, ale niestety na filmie wydawał się większy. Ale miło im się rozmawiało. Bardzo mądry chłopak z niego, stwierdziła w myślach Ana. Kiedy skończyła się kolacja, dziewczyna poczuła się nie swojo, nie wiedziała, co dalej. Jednak Hermiona zabrała ją do swojej komnaty i powiedziała, że Ana zostaje u nich do wyjaśnienia całej sprawy. Dlatego też ma się wyluzować (cóż za epokowy język:P – przyp. autora) i iść spokojnie spać. Anastazja jednak nie mogła usnąć. Wierciła się niespokojnie na łóżku. Aż w końcu postanowiła wyjść na świerze powierze. Nie wolno im było przechadzać się o tej godzinie po korytarzu, jednak nasza bohaterka wymyśliła sobie dobre alibi – powie że jest tu pierwszy raz i o niczym nie wiedziała ^^. Poszła „na jabłonie” i usiadła pod jednym z drzew. Parząc w gwiazdy i rozmyślając o domu, nie zauważyła tajemniczej postaci, która od dłuższej chwili przyglądała się dziewczynie… – Ładny widok, nie prawdaż? – usłyszała szept, jak wprost do jej ucha. Podskoczyła wystraszona i wtedy ujrzała dziwną postać o jeszcze bardziej dziwnym spojrzeniu. Takim rozpalonym, tajemniczym, ale równocześnie smutnym. Postać uśmiechnęła się przyjaźnie, więc Ana postanowiła dowiedzieć się o niej więcej. Okazało się, że Tommy, bo tak ma na imię, został wyrzucony z Hogward’u rok temu, ale nie chciał wrócić do domu, jego opiekunowie źle go traktowali i często, pod wpływem alkoholu bili nie sprawiedliwi. Dziewczyna uświadomiła sobie, jak dobrze ma w domu. Ma przyjaznych i normalnych rodziców, a jednak często sprawia im przykrość. Postanowiła się poprawić (Wojownicza Anastazja, naprawiająca swoje błędy:P – przyp. autora). Tommy mieszka na początku lasu, wyjaśnił jej dokładnie gdzie, gdyby miała okazję go odwiedzić któregoś dnia. Bardzo miło im się rozmawiało, w którymś momencie usnęli nie spodziewanie, podparci o drzewo i o samych siebie. Gdy Ana się obudziła, siedziała już sama pod drzewem, przykryta ciepłym kocem i już robiło się jasno. Postanowiła odwiedzić nowego przyjaciela, gdy tylko będzie miała chwilkę… CDN:)

Anastazja w Hogward’zie, cz.1

Pewnej ciepłej nocy, Anastazja nie mogła zasnąć. Księżyc świecił przez szczeliny żaluzji, a przez uchylone okno wlatywały różne, nie określone bliżej dźwięki. Dziewczyna postanowiła wyjść na balkon i pomyśleć, skoro sen nie przychodził. Otworzyła po cichu drzwi, założyła szlafrok i wyszła…. W tym momencie przed jej oczami ukazał się pociąg, który wisiał w powietrzu. A raczej stał, jakby stał sobie na peronie, tyle, że wisiał przy jej balkonie na wysokosci trzeciego piętra. Jakiś mężczyzna wyjżał przez drzwiczki, spytał o imię i jednym pociągnięciem ręki wciągnąć Anę do środka. Oglądaliście Harrego Pottera? No właśnie, tam występował taki pociąg w którejś z części. Droga nie była zbyt męcząca, bo dziewczyna gdy położyła głowę na łóżku, od razu usnęła. Hogwart robił jeszcze lepsze wrażenie na żywo niż w filmie. Troche zaspana Anastazja weszła przez wielkie drzwi do budynku i od razu ujrzała Hermionę. – Przepraszam, czy Ty jesteś Hermiona? – Tak, a kto pyta? – Jestem Anastazja, ale nie bardzo wiem co ja tutaj robię. – Uczennica Hogwartu popatrzyła na nią ze zdziwieniem, pomyślała przez chwilę i… no jakby się wystaszyła temu, co przyszło jej do głowy. – Jest jedna legenda, mówiąca o tym, że… Ale nie to nie możliwe – urwała Hermiona. – Lepiej zaprowadzę Cię do dyrektora. – i tak też zrobiła. Anastazja miała jakieś dziwne uczucie, jednak postanowiła się tym nie przejmować, bo przecież ktoś musi wiedzieć co ona tam robi.
Gdy weszła do jednej z sal, ujrzała starca, którego od razu skojarzyła z filmu. I dopiero teraz uświadomiła sobie, że przecież to nie możliwe, przecież to tylko film… Dyrektor jakby czytał w jej myślach. Powiedział, że bardzo się cieszy, iż dotarła właśnie dzisiaj do nich i że wkrótce dowie się, dlaczego to właśnie ona tutaj trafiła. Odpowiedział na jej pytania, typu „Czy Hogrward naprawdę istnieje?”. Nakazał Hermionie zaopiekować się gościem i oprowadzić po budynku, a Anie poradził póki co korzystać z wizyty, tak jakby była na wycieczce. Dziewczyna nie bardzo rozumiejąc, o co chodzi, przyjęła jego radę z radością i poszła za Hermioną, zamierzając bawić się w najlepsze. W końcu przy odrobinie szczęścia uda jej się poznać Harrego……. CDN:)

Chciałabym..

..zamiast hucznej imprezy w towarzystwie gości (połowa to przyjaciele a druga połowa to osoby towarzyszące(czyt. nieznane), małą, skromną kolację.. W takim gronie, gdzie zwiększona liczba gości nie sprawia, że czuję się coraz bardziej samotna..

(chwilowy smutek w moim życiu, ale to nic poważnego;) nie żebym miała coś przeciwko moim przyjacielom:*)